O autorze
Profesor nauk prawnych. Najdłużej urzędująca Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego w Polsce, sprawowała tę funkcję przez sześć lat (2007-2013). Z jej inicjatywy przeprowadzono kompleksowe reformy nauki i szkolnictwa wyższego.
Od 2004 roku związana z Platformą Obywatelską. Poseł na Sejm VII kadencji.
W maju 2014 roku uzyskała mandat Posła do Parlamentu Europejskiego. Jest wiceprzewodniczącą Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych (LIBE). Działa także w Komisji Przemysłu, Badań Naukowych i Energii (ITRE).
Mandat europosła sprawuje po raz drugi, zasiadała w Parlamencie Europejskim także w latach 2004-2007.
Jest członkiem Transparency International Polska i Amnesty international.

Czy naukowcy zawalczą o autonomię swych sumień?

W polskim prawie karnym zbrodnia zabójstwa przedawnia się po 30 latach, inne zbrodnie po 20. Ale po 28 latach od zmiany ustroju politycznego przedawnienie nie może być zastosowane wobec uczonych, którzy „współpracowali z komunistycznymi służbami”.

Jarosław Gowin przy okazji reformowania nauki służalczo wpisał się w retorykę PiS o potrzebie budowania nowych elit dla Polski. Tych, którzy studentów formują i kształcą, trzeba w myśl tej spiskowej teorii sprawdzić, prześwietlić, zlustrować... Może też zastraszyć i trzymać na krótkiej smyczy? Tak zrobiono ze środowiskiem sędziowskim. Teraz pora na akademików?
Obowiązek składania oświadczeń lustracyjnych przez nauczycieli akademickich posłowie PiS wrzucili do ustawy o szkolnictwie wyższym już w 2005 roku na etapie prac w Sejmie, doprowadzając do burzliwych dyskusji w środowisku. Potem była też niepozbawiona błędów prawnych ustawa lustracyjna, która objęła naukowców. Wielu odczytało to jak fundamentalny brak zaufania wobec uczelni, które powinny mieć autonomiczne prawo decydowania o swoich pracownikach, ale też do dogłębnego, naukowego zbadania poziomu inwigilacji swojego środowiska przez służby PRL. I do przeprowadzenia wewnętrznych trudnych rozmów - i rozliczeń. To naukowe, spokojne podejście miało dla naukowców ogromne znaczenie. Ale PiS wolało polowanie na czarownice... I nadal woli.
Na głęboką „dekomunizację” środowiska akademickiego nalega zresztą Kornel Morawiecki. Ogłosił niedawno, że wykładowcy, którzy w przeszłości współpracowali z służbami PRL nie powinni mieć prawa, by stawać przed studentami i dzielić się z nimi swoją wiedzą. Radykalizm wart głupca.
Gowin jeszcze nie idzie tak daleko, jak chciałby tata premiera. Ale od oświadczeń lustracyjnych uzależnia prawo do sprawowania stanowisk kierowniczych, zasiadania w rozmaitych gremiach i radach naukowych. Byli współpracownicy nie mogliby zostać w przyszłości profesorami. Chce też odbierać tytuły profesorskie osobom, w przypadku których sąd stwierdzi złożenie fałszywego oświadczenia lustracyjnego.
Jednak najbardziej przykre jest to, że pieczęć moralności, etycznej nieskazitelności, nadawać będą naukowcom funkcjonariusze PiS-u. Ci, którzy odwołują się do pseudonauki. Ci, dla których wola suwerena - czyli Jarosława Kaczyńskiego i PiS-u - jest ważniejsza niż Konstytucja i trójpodział władzy. To przed nimi wszyscy akademicy czynni zawodowo przed 1990 rokiem będą się „spowiadać” ze swojej przeszłości.
W tamtych latach, gdy Polska była w bloku wschodnim, a granice zamknięte, nasza nauka miała charakter i poziom lokalny. Ci, którzy pragnęli rozwijać pasje naukowe, mieć bezpośredni kontakt z największymi światowymi odkryciami i najwybitniejszymi naukowcami, stawali przed dylematem: podpisać „lojalkę” i wyjechać na zagraniczne stypendium lub konferencję, czy zostać w tym zaścianku.
Mam w pamięci profesora Aleksandra Wolszczana. Kilka lat temu ujawniono, że w latach 70. był tajnym współpracownikiem o pseudonimie „Lange”. Wiele środowisk brutalnie linczowało go publicznie. Choć były też analizy pokazujące, że „donosy” miały raczej znikome znaczenie, a współpraca była ceną za możliwość wyjazdów zagranicznych. Tylko Wolszczan zna całą prawdę. Ale to nie zmienia faktu, że jest jednym z najwybitniejszych żyjących polskich uczonych. Odkrył kilka planet poza Układem Słonecznym. Wychował nowe pokolenie wybitnych polskich fizyków i astronomów.
A Zygmunt Bauman, jeden z największych polskich filozofów? Także według PiS miałby trafić na śmietnik naukowej historii?
Jestem przekonana, że nawet ci, którzy podpisywali oświadczenia o współpracy z służbami PRL, po wyjeździe na Zachód przechodzili szkołę politycznego myślenia - odkrywali nie tylko nowe teorie naukowe, ale i rozmiary kłamstw ówczesnego komunistycznego reżimu.
Dziś wielu profesorów nawet nie będzie pamiętać czy i co podpisali w młodości, przed wyjazdem na zagraniczną konferencję lub stypendium. Jeśli zgodnie z kazusem posła Stanisława Piotrowicza, byłego komunistycznego prokuratora i oskarżyciela opozycji, będą wyznawcami PiS - włos im z głowy nie spadnie. Lecz gdy narażą się władzy, podpisana „lojalka” sprzed lat błyskawicznie się znajdzie, a tytuł naukowy zostanie im odebrany w atmosferze publicznego upokorzenia. Rządzącym chodzi bowiem nie tyle o ukaranie byłych współpracowników aparatu komunistycznego, co o zastraszenie środowiska akademickiego - ma być bardziej uległe wobec PiS i bezkrytyczne wobec władzy.
Bagatelizowanie tych przepisów przez Gowina - który sam stał się uległym ministrem „pisowskiej” propagandy - oczywiście może uśpić środowisko naukowe. Przecież wszystkie rozwiązania, które wprowadza nowa ustawa, wynikają z propozycji i koncepcji wypracowanych w blisko dwuletnim dialogu z samymi naukowcami! Nie dajmy się zwieść.
Tym, którzy po tym tekście zarzucą mi, że bronię naukowców, splamionych haniebnymi donosami na kolegów, wyjaśniam już teraz: nie o nich tu chodzi. Ważniejsze jest to, czy środowisko naukowe wyżej niż zadry z odległej przeszłości postawi walkę o autonomię uczelni w sprawach personalnych i o autonomię własnych sumień.
W polskim prawie karnym zbrodnia zabójstwa przedawnia się po 30 latach, inne zbrodnie po 20. Ale po 28 latach od zmiany ustroju politycznego przedawnienie nie może być zastosowane wobec uczonych, którzy „współpracowali z komunistycznymi służbami”.
A polowanie na czarownice tak łatwo się rozkręca... Wkrótce „dezubekizacja” uczelni zawładnie wyobraźnią wielu lustracyjnie zaangażowanych parlamentarzystów. Główny cel Ustawy 2.0 krok po kroku zejdzie na odległy plan. Już widzę te szaleńcze tyrady członków klubów Gazety Polskiej i wyznawców Radia Maryja podczas wysłuchania publicznego w Sejmie. Rozmaite samozwańcze listy rzekomych „konfidentów ze świata akademickiego” trafią na rządowe salony. Prawda historii będzie już wtedy bez znaczenia.
Trwa ładowanie komentarzy...