O autorze
Profesor nauk prawnych. Najdłużej urzędująca Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego w Polsce, sprawowała tę funkcję przez sześć lat (2007-2013). Z jej inicjatywy przeprowadzono kompleksowe reformy nauki i szkolnictwa wyższego.
Od 2004 roku związana z Platformą Obywatelską. Poseł na Sejm VII kadencji.
W maju 2014 roku uzyskała mandat Posła do Parlamentu Europejskiego. Jest wiceprzewodniczącą Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych (LIBE). Działa także w Komisji Przemysłu, Badań Naukowych i Energii (ITRE).
Mandat europosła sprawuje po raz drugi, zasiadała w Parlamencie Europejskim także w latach 2004-2007.
Jest członkiem Transparency International Polska i Amnesty international.

Reforma Gowina: w poszukiwaniu straconego czasu

Ustawa 2.0 jest oderwana od tego, co dziś dzieje się w światowej i europejskiej nauce. I to jej największa wada.

Jarosław Gowin powinien wiedzieć, że czas w naukowym wyścigu biegnie wyjątkowo szybko. A wygrywają tylko wizjonerzy.
Kiedy w 2007 roku rząd Tuska zaczynał pracę nad reformą nauki i szkolnictwa wyższego, najważniejsze było pełne dostosowanie naszego systemu do prawa Unii, otwarcie uczelni na współpracę międzynarodową, odblokowanie karier młodych naukowców i udrożnienie współpracy nauki z biznesem.
Już wówczas te reformy spóźnione były o dobrą dekadę! Nadrabialiśmy to, co nie zostało zrobione w latach 90. Ale w perspektywie był największy w historii przypływ funduszy europejskich na infrastrukturę badawczą, na projekty naukowe i edukację - dobre ich zainwestowanie zależało od tych zmian.
Oczywiście, że ówczesne reformy nie były pasmem sukcesów. Wprowadzenie części zmian zależało także od rektorów i środowiska akademickiego, część regulacji wymaga dziś poprawek - tak jak choćby krytykowany system punktowania osiągnięć naukowców.
Ale krótkowzroczne jest wyłączne kontynuowanie reform projektowanych przed dekadą, bez uwzględnienia tego, jak bardzo zmieniły się w tym czasie europejska i światowa nauka. A już nazwanie tych propozycji „Konstytucją dla nauki” jest po prostu niesmaczne. Trudno chwilami pozbyć się wrażenia, że przerabiana teraz w pośpiechu reforma Gowina ma nas raczej cofnąć w mroki akademickiej komuny.
Zlikwidowanie szybkiej ścieżki habilitacji, umożliwienie uzyskania profesury „za zasługi” czy zwiększenie władzy centralnej rektorów kosztem samorządności wydziałów to niewiarygodny cios w autonomię uczelni. To, co najcenniejsze dzisiaj w życiu akademickim, czemu torowaliśmy drogę przez ostatnich 25 lat - niezależność i samorządność wydziałów - ucierpi najbardziej.
To na wydziałach tworzy się rzeczywista akademicka wspólnota pracowników i studentów. Wspólnota, która się samo-rządzi za pośrednictwem rad wydziałów i dziekanów, buduje uczelnianą demokrację. To prawda, że wydziały bywają różnie zarządzane, ale odebranie im samorządności to podkopywanie zbudowanej wspólnoty. Widać także demokracja na uniwersytetach jest PiSowi nie w smak.
Odejście w ustawie Gowina od struktury wydziałowej uczelni daje rektorom narzędzia do podporządkowania sobie wydziałów, pod pretekstem restrukturyzacji będą też mogli likwidować niewygodne środowiska i wspólnoty.
Ministra Gowina chcę przestrzec: to nie czas na budowanie nowego ustroju uczelni z naruszeniem tradycji i autonomii uniwersytetów! To nie czas na otwieranie ścieżek do politycznych nacisków na społeczności akademickie i przeregulowanie uprawnień i kompetencji rektorów.
Zastanawiam się, czy posłowie PiS tak ochoczo wrzucający oderwane od rzeczywistości poprawki do ustawy, rozumieją, jakie procesy zachodzą dziś w światowej nauce?
Naukowi liderzy bardziej niż kiedykolwiek stawiają na nauki podstawowe, a humanistów i społeczników włączają w interdyscyplinarne, nowatorskie, innowacyjne projekty - także te skoncentrowane na rozwoju nowych technologii. Bo nikt sobie nie wyobraża choćby postępu prac nad sztuczną inteligencją bez równoległych badań nad skutkami społecznymi jej upowszechnienia. To dzięki humanistom i społecznikom możemy dowiedzieć się też więcej np. o przyczynach kryzysu demokracji i podatności europejskich społeczeństw na rozmaite populizmy. Unia Europejska na takie badania przeznacza dziś ogromne kwoty.
A jak minister Gowin zamierza wzmocnić interdyscyplinarność polskiej nauki? Propozycja ścisłego przypisania naukowców do dyscyplin to raczej obranie przeciwnego kursu.
Nie znalazłam też w propozycjach Gowina sensownych rozwiązań, które odblokowałyby kariery młodych. Polscy naukowcy zatrważająco późno osiągają samodzielność naukową. Rząd Tuska wprowadził ważne rozwiązania, np. ułatwiając godzenie roli rodzica z pracą naukową czy tworząc Radę Młodych Naukowców. Ale dziś takich rozwiązań potrzeba więcej. Doceniam inicjatywę szkół doktorskich. Ale już przeniesienie decyzji o przyznaniu tytułów naukowych na poziom uczelnianych senatów to de facto rzucanie młodym kłód pod nogi. Wypchnięcie na emeryturę kobiet-naukowców po ukończeniu 60 lat też nie może być drogą do uwolnienia stanowisk! W Europie rocznie tracimy około 60 tysięcy kobiecych talentów w nauce. Czy Polska zamierza być liderem w tej niechlubnej konkurencji?
Dzisiaj błędem jest przykładanie do każdej uczelni tej samej miary. Wielkie uniwersytety pełnią nieco inną rolę niż te w mniejszych regionach. Każda musi mieć wolność definiowania i realizowania swoich misji. Ale też szansę prowadzenia światowych badań! Uczelniom trzeba dać narzędzia do budowania swojej doskonałości i specjalizacji, a nie gotowe, zunifikowane rozwiązania. Demonizowane punkty i granty muszą pozostać narzędziem uprawiania nauki - nie jej celem.
Jarosław Gowin powtarza, że celem jego reformy jest zatrzymanie w kraju zdolnych młodych ludzi: studentów i naukowców. Dla pana ministra mam złą wiadomość: zdolni studenci i zdolni badacze nie palą się do powrotu do kraju, który za nic ma swoją Konstytucję, który narusza prawa podstawowe swoich obywateli, który upolitycznia sądy i z miesiąca na miesiąc staje się coraz bardziej ryzykowną lokalizacją dla zagranicznych inwestorów.
Dramatycznie osłabiona przez rząd PiS międzynarodowa pozycja Polski odbije się na postrzeganiu polskich uniwersytetów za granicą. I na szansach polskich uczonych na przystąpienie do wielkich, międzynarodowych projektów badawczych. Prestiż Polski i prestiż polskich uniwersytetów to naczynia połączone. Minister Gowin ma swój milczący udział w demolowaniu obu.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...